(+18) BRUDNY SWIAT KOMERCJI

W 2006 roku Annie P. – początkującej dziennikarce – jako Malinie Z., kelnerce z Ząbek, udało się pozyskać zaufanie ludzi z gangu mokotowskiego. Znalazła się wśród nich za wiedzą Centralnego Biura Śledczego. Jej związki z warszawskimi gangsterami trwały kilkanaście miesięcy. Po raz pierwszy opowiada o nich na łamach Reportera. Ujawniając przy okazji kulisy konkursu Miss Polonia oraz kontakty polityków z gangsterami.

Tego piątkowego wieczoru Anna P. siedziała, przy suto zastawionym stole, razem z Piotrem S. ps. „Sajur”, Norbertem D. ps. „Szlugu” oraz Karolem R. ps. „Karol” – trzema filarami gangu mokotowskiego. W trakcie tej libacji mieli zostać zatrzymani przez CBŚ. Ona miała zarejestrować rozmowę gangsterów na ukrytym pod sukienką nośniku.

W pewnej chwili Norbert D. odebrał telefon, po którym mężczyźni wyszli na taras: – Nie udało mi się podsłuchać, o czym rozmawiali – wspomina Anna P. – Po powrocie Karol stwierdził głośno, że „właśnie znaleźli kapusia”. Wystraszyłam się i chwilowo pogubiłam w sytuacji.

Jak się potem okazało do Norberta D. zadzwonił Janusz M., ps. „Jarek”, aby poinformować o szpiclu w najbliższym otoczeniu gangu. Nie wymienili wówczas jego nazwiska. Kobieta usłyszała, że – na rozkaz Zbigniewa C., ps. „Dax”, ówczesnego szefa Mokotowa – mieli „uciszyć go na zawsze”.

– Byłam niemal pewna, że właśnie odkryli moją współpracę ze śledczymi – relacjonuje kobieta.

Jej ojciec Marek P. był wówczas śledczym Centralnego Biura Śledczego i to – w pewnym stopniu – sprawiło, że dziewczyna stała się wtyczką CBŚ w jednym z najgroźniejszych polskich gangów.

Zepsuty świat miss

Do świata gangsterów trafiła ze świata modelingu i w konsekwencji uczestniczyła w wyborach miss. Na pierwszym roku studiów została nawet wybrana – w konkursie Miss Polonia – miss miasta B.

– Już sam casting ocierał się o molestowanie – opowiada dziś o kulisach tego konkursu – Komisja, składająca się z samych mężczyzn, łapczywie patrzyła na roznegliżowane nastolatki.

Anna dobrze zapamiętała rozmowę między nią a przewodniczącym jury: – Aniu, jak bardzo chciałabyś znaleźć się w finale? Bo wiesz, my tu jesteśmy bardzo wymagający. Twoje koleżanki obiecały nam, że jeśli przyjmiemy je do finału, to będą dla nas bardzo miłe podczas zgrupowania. A Ty?

Odpowiedziała coś mało kulturalnego, będąc przekonaną, że jej kariera właśnie dobiegła końca. To był jednak dopiero początek walki o koronę miss.

– Podczas innego zgrupowania w miejscowości Z. słynącej z pięknego jeziora, działy się rzeczy niczym z niemieckiego pornosa – wspomina Anna to doświadczenie. Każda z przyszłych miss miała dokonać „indywidualnej prezentacji” w pokoju jury. W skład tej komisji wchodził: prawnik, fundujący w konkursie biżuterię, lokalny biznesmen, od którego miss miała dostać nowy samochód, oraz właściciel agencji eventowej.

– Ci mężczyźni, leżąc ze szklankami whisky na wielkim hotelowym łożu, czekali ze zniecierpliwieniem na pokaz – opowiada kobieta. – Dziewczyny wchodziły do ich pokoju na wpół rozebrane. Jedne w samej bieliźnie i pończochach, zaś drugie tylko w stringach, zasłaniając piersi rękami. Oni się normalnie do nas dobierali.

Jedne ulegały obleśnym jurorom, inne uciekały z krzykiem. Zgrupowanie zakończyło się w atmosferze skandalu. Parę dni po jego rozpoczęciu – nad brzegiem jeziora – znaleziono na wpół żywą jedną z uczestniczek. Dziewczyna miała przyjąć zbyt dużą dawkę narkotyku, popijając ją alkoholem. Na ciele prawie nagiej modelki znaleziono liczne siniaki, zadrapania i krwawe wybroczyny. Sprawą zajęła się policja.

Konkurs został przeniesiony do innej miejscowości, zaś opiekunami dziewczyn zostały tym razem same kobiety.

Miss kokainy i premierzy

Na jednym z takich konkursów, Anna poznała Tamarę K. zwaną „Miss Kokainy”, dziewczynę Marcina S. – jednego ze sponsorów wyborów miss. Miało to miejsce w grudniu 2006 roku, po gali finałowej w Teatrze Wielkim w Warszawie. Po wyborach dziewczyny były przewożone limuzynami do prywatnego apartamentu sponsora i tam poddawane różnym praktykom. Tamara K. specjalizowała się w zapewnieniu organizatorom wymyślnych uciech i była za to przez nich sowicie wynagradzana.

Największą atrakcję stanowiła zabawa, której nazwa mówi wiele – “taca”. Jedną z dziewczyn kładziono na ogromnej tacy z czystego srebra bądź złota, ozdabiano jej ciało owocami i śmietaną, zaś na piersiach, brzuchu i w miejscach intymnych rozsypywano kokainę, którą każdy po kolei musiał wciągnąć lub zlizać.

Następnie sponsorzy poili dziewczyny mieszanką alkoholu i środków pobudzających i odbywał się jeden wielki grupowy seks. Ta, która najbardziej zadowoliła organizatorów orgii, miała szansę na “awans” w postaci kontraktu bądź świetnie płatnej fuchy.