Fukuschima, zaczyna sie wielki pogrom umieralnosci na raka (program depopulacji agendy21)

le kazdy wie że nie ma dymu bez ognia… Przyglądnijmy sie co my jemy zamiast chleba , miesa, serów, warzyw i słodyczy…
Monsato, herbicydy, GMO, polepszacze, spulchniacze, aromaty, słodziki, konserwanty, trucizny żelującei wypełniacze..
To przyszło 20 lat temu z Zachodu i zniszczyło nasze gatunki kapusty, ogórków, cebuli, jabłek, ziemników, sałaty, buraków, itd…
To planowy holocaust…. Jemy ich trucizny…milczący wymóżdżony naród musi zginąć!

image

Witamina B17 jest lekiem na kazdy nowotwór!! Latrile, amigdalina tak znienawidzona przez mafie farmaceutyczna ze nawet na uczelniach medycznych nie ma wzmianki o tej substancji!!! Zawarta jest w pestach moreli sliwek i wielu innych roslinach wykluczonych z diety przez przerobiona i nasycona chemia zywnosc.O jej dzialaniu wiedza mozni tego swiata ale nigdy nie dopuszcza do obrotu ta substancja i zastosowaniu jej jako leku na raka z prostej przyczyny:WIECEJ LUDZI ZYJE Z RAKA JAK NA NIEGO UMIERA!!!!
Rak jest spowodowany brakiem wita B17 w pozywieniu a ta zawiera pochodna cyjanku ,ktora zabija tylko komorki rakowe zdrowe pozostaja nienaruszone!
I teraz jak te sukinsyny sie tlumacza dlaczego nie uzywaja B17 di leczenia raka.Otoz podobno ktos w stanach sie leczyl pestkami moreli i przedawkowal cyjabek:)Ciekawe ile osob codziennie na swiecie przedawkowalo chemie serwowana za ciezkie pieniadze podatnikow chorym na raka?W stanach mlody chlopak wyleczyl sie B17 z groznej odmiany raka wiec podzielil sie na portalach swo wiedza na temat sposobu wyzdrowienia wiec kartel farmaceutyczny oskarzyl go o sianie herezji nt.B17 i WSADZONO GO DO WIEZIENIA(dla niedowiarkow proponuje poszukac o tej sprawie informacji w sieci)Tak grozny byl chlopak ktory wyzdrowial dzieki b17 ze mafia farmaceutyczna postanowila go uciszyc wtracajac do wiezienia!!Czyz to nie przypomina wam sredniowiecznej inkwizycji?Polowania na czarownice ciag dalszy.
Sa juz tysiace przypadkow wyzdrowien dzieki B17 na calym swiecie nawet w Polsce uswiadomieni ludzie zamiast truc sie chemia lecza sie latrile z bardzo dobrymi skutkami jest nawet forum na ten temat.Czytalem tam ze kobieta ktorej chciano usunac piers zaczela zjadac pestki moreli (dokladniej ich srodkowa zawartosc) i jak poszla do lekaza po 3 niesiacach temu kopara obwiesila sie do samej ziemi bo guz wyraznie sie zmiejszyl a on niemogl niczy tego wytlumaczyc.
Ludziska macie wlasne rozumy wiec sie n imi kierujcie ale pamietajcie ze kartel farmaceutyczny to potezna machina ,ktora na 100% nie ma zamiaru leczyc ludzi ich obchodzi tylka mamona!Wystarczy wlaczyc telewizor i na kazdym kanale co 2 reklama lekow firmy szkodzik!!Kogo stac na taki czas antenowy?Ano kartel farmaceutik! A prawda jest taka ze natura wyposazyla nas w naturalne leki na wszystkie choroby wlacznie z rakiem.

image

Ale bezczelnosc i hipokryzja! a co to jest WHO,swiatowa organizacja zdrowia??? czy to nie przypadkiem oni pozwalaja koncernom faszerowac nas chemia i zmieniac kod genetyczny pozywienia???? to oni wspolpracuja z koncernami farmaceutycznymi bo choroby biora sie glownie z tego jak zyjemy,czyli co jemy tym jestesmy,i gdzie zyjemy,czyli jakim powietrzem oddychamy,czy zyjemy w notorycznym halasie i haosie co wplywa na system nerwowy i jak dlugo pracujemy co nas niszczy.podstawowe wiezi spoleczne zastapil komputer bo ludzie nie maja czasu nawet na najblizsza rodzine.to wszystko niszczy nasze cialo i duszde.

POCZYTAJCIE O TYM CO PONIZEJ

Hasło Kodeks Żywnościowy (Codex Alimentarius) niewiele mówi przeciętnemu Polakowi, choć Kodeks ten istnieje od dawna. W Unii Europejskiej stopniowo wprowadzane są skandaliczne regulacje. Oczywiście pod hasłami ochrony konsumenta. Przed czym? Przed terapiami dietą, ziołolecznictwem, naturalnymi suplementami. Z roku na rok będzie coraz gorzej. Również z naszym zdrowiem.

Co jakiś czas wprowadzane są zakazy zakaz stosowania wielu witamin, minerałów, ziół oraz innych produktów pochodzenia roślinnego w suplementach diety, co de facto oznacza koniec większości tanich terapii naturalnych bazujących na tych składnikach np. ziołolecznictwa czy terapii żywieniem. Ale to wierzchołek góry lodowej. Komisja Kodeksu zakazuje informowania o korzystnym działaniu (zdrowotnym lub leczniczym) produktów bez zezwolenia (co zostało obwarowane przepisami nie do przejścia dla producentów), dopuszcza wysokie dawki ponad trzech tysięcy różnych pestycydów w żywności, w tym DDT i innych podejrzanych o działanie rakotwórcze i zakazanych przez Konwencję Sztokholmską, dopuszcza uprawę i sprzedaż roślin genetycznie modyfikowanych, a także stosowanie genetycznie modyfikowanych hormonów w hodowli zwierząt rzeźnych i mlecznych, dopuszcza substancje chemiczne w żywności ekologicznej i jej napromieniowanie (czego nie będzie świadomy konsument, bo Kodeks nie nakłada obowiązku informowania o tym na etykiecie), co w rzeczywistości oznacza jej stopniową likwidację. Możliwe, że za jakiś czas nie będzie też wolno bez zezwolenia prowadzić przydomowej hodowli warzyw, owoców i ziół.

Podgrzewanie żaby

Polityka twórców Kodeksu wobec konsumentów przypomina historię o żabie — gdyby wrzucić ją we wrzątek, wyskoczy, ale jeśliby powoli podgrzewać wodę, w której pływa, da się ugotować. W ciągu najbliższych lat będą stopniowo wchodzić w życie przepisy, które pozwolą okraść nas ze zdrowia i fundamentalnych praw obywatelskich, np. wyboru sposobu leczenia. — Te działania są celowo rozciągnięte na wiele lat, tak by ludzie przyzwyczaili się do zmian, ciągłych ograniczeń. Proces ten jest wspierany przez media podające w wątpliwość bezpieczeństwo żywności i suplementów diety, powołujące się na wadliwe lub nieadekwatne badania naukowe, które miały przygotować opinię publiczną na przyszłe wycofanie tych produktów z rynku — podkreślają przedstawiciele europejskiej organizacji pozarządowej „Alliance for Natural Health” (ANH).

Komisję Kodeksu Żywnościowego powołały w 1963 roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) i Organizacja ds. Wyżywienia i Rolnictwa przy ONZ (FAO), aby promowała bezpieczną żywność i dbała o uczciwy handel. Problem w tym, że zbyt duży wpływ na prace Komisji zaczęły wkrótce wywierać koncerny farmaceutyczne i spożywcze, a jak twierdzi dr Matthias Rath, twórca medycyny komórkowej zajmującej się m.in. leczeniem chorób sercowo-naczyniowych, przedstawiciele przemysłu farmaceutycznego stanowią dziś połowę składu Komisji. Konflikt interesów? Sprawa się jeszcze skomplikowała, gdy w 1994 roku powstała Światowa Organizacja Handlu (WTO), a globalizacja handlu dała koncernom możliwość większych zysków. Pociągnęło to za sobą wymóg konserwacji żywności metodami chemicznymi lub radiacyjnymi (rozważa się na przykład duże ilości promieniowania gamma — do 30 KGr, a więc dużo wyższe od dawek uznawanych przez wielu naukowców za niebezpieczne). W tych procesach składniki odżywcze — witaminy i enzymy — są niszczone, a pokarm staje się mniej odżywczy. Jak widać, ochrona zdrowia i praw Kowalskiego gdzieś po drodze się zagubiła.

„Rola Komisji Kodeksu diametralnie się zmieniła: od dostarczania żywności krajom rozwijającym się i wyznaczania norm dopuszczalnych dla niebezpiecznych chemikaliów w zapasach żywności do wtargnięcia w obszary naturalnych suplementów i organizmów modyfikowanych genetycznie” — tłumaczy dr Robert Verkerk, dyrektor wykonawczy i naukowy ANH. Dlaczego? Bo większość organizacji pozarządowych biorących udział w posiedzeniach Komisji Kodeksu reprezentuje interesy korporacji międzynarodowych. Tylko jednej organizacji działającej w obronie wolności naturalnego zdrowia — National Health Federation (NHF) przyznano status oficjalnego obserwatora przy Kodeksie (bez prawa głosu). Wszystkie inne organizacje tego typu starające się o uzyskanie takiego statusu zostały odrzucone.

Około 300 wytycznych i standardów Kodeksu jest używanych w krajach członkowskich jako podstawa do stanowienia prawa krajowego oraz przez WTO jako podstawa do rozstrzygania międzynarodowych sporów handlowych. Wdrożenie wytycznych Kodeksu jest dobrowolne, ale — jak podkreśla dr Verkerk — to tylko trik, bo kraje członkowskie nie są informowane o konsekwencjach nietańczenia w takt muzyki Kodeksu. W takim przypadku trafiasz w ręce policjanta Kodeksu, czyli WTO, i to zdecydowanie zła wiadomość, chyba że znajdziesz jakiś magiczny sposób na poradzenie sobie z ogromnymi karami i sankcjami handlowymi.

Z takim obciążeniem boryka się od jakiegoś czasu Unia Europejska. Za to, że odmawia importu z USA i Kanady wołowiny i drobiu uzyskanych z hodowli zwierząt karmionych genetycznie zmodyfikowanym hormonem wzrostu (rbGH), musi co roku płacić im łącznie 128 milionów dolarów odszkodowania. Logika jest następująca: skoro Komisja Kodeksu autorytarnie, acz kontrowersyjnie orzekła, że takie mięso jest bezpieczne, żaden kraj nie może bezkarnie nakładać ograniczeń handlowych na drugie państwo. Na poniesienie takich konsekwencji może i stać bogatą UE, ale nie pojedynczy kraj, szczególnie taki jak Polska. Zresztą coraz częściej słychać, że w dobie kryzysu Europa nie da rady dłużej opierać się zapisom Kodeksu i chce odstąpić od ośmioletniego moratorium na uprawę organizmów modyfikowanych genetycznie (GMO).

Komu szkodzą witaminy?

W 1994 roku Kodeks oświadczył, że substancje odżywcze — zapnijcie swoje intelektualne pasy bezpieczeństwa — to toksyny! Jako że są to trucizny, musi się nas przed nimi ochraniać. Mówimy tu o obudzeniu się pewnego poranka i byciu bardzo zaskoczonym, że silnie oddziałujące, terapeutycznie skuteczne, istotne z klinicznego punktu widzenia składniki odżywcze są teraz nielegalne! Tak jak nielegalna jest heroina! — ostrzegała jakiś czas temu jedna z działaczek

Referendum w sprawie medycyny naturalnej | Inicjatywa na rzecz Referendum Europejskieg | http://www.EU-Referendum.org
http://www.eu-referendum.org/polski/petitions/natural_remedies_info.html
.

Ten poranek właśnie nadszedł. Z końcem tego roku ulegają drastycznej obniżce maksymalne dopuszczalne dawki witamin i minerałów w suplementach diety. Na przykład dopuszczony poziom beta-karotenu będzie trzy i pół razy niższy niż w jednej marchewce, a selenu trzy razy niższy niż w orzechu brazylijskim! Takie preparaty nie będą posiadały większej wartości. Produkty zawierające ilości witamin i minerałów powyżej tego poziomu będą traktowane jako „posiadające właściwości produktu leczniczego”. A taka kwalifikacja powoduje, że będą podlegać prawu farmaceutycznemu. To z kolei sprawia, że każdy taki suplement będzie musiał przejść kosztowne badania kliniczne, na co stać tylko koncerny farmaceutyczne. Czy w ten sposób chcą one przejąć bogaty rynek naturalnych suplementów? Wydaje się raczej, że chcą go po prostu zniszczyć, bo po pierwsze — witaminy i minerały nie podlegają patentom, więc nie mogą przynosić takich zysków jak patentowane leki syntetyczne; po drugie — zapobiegają wielu chorobom, zmniejszając zapotrzebowanie na leki farmaceutyczne; po trzecie — pozostawieni na łasce farmaceutyków pacjenci zapewnią koncernom utrzymanie zysków z produkcji, jako że leki te często działają tylko na objawy, kumulując przy tym efekty uboczne, a tym samym utrzymując zły stan zdrowia społeczeństw. I koło się zamyka. Czy zatem naturalne witaminy nie szkodzą przede wszystkim producentom leków, którzy próbują sprzedawać nam mało skuteczne ich syntetyczne odpowiedniki?

Istnieją setki badań naukowych dowodzących, że naturalna suplementacja pomaga ograniczyć, a nawet wyeliminować wiele chorób cywilizacyjnych. Dr Bruce Adams, wykładowca biologii molekularnej i biochemii na Berkeley — University of California, jest jednym z wielu naukowców, którzy bazując na wynikach badań, wykazywali, że braki mikroelementów w powiązaniu z dietą zachodnią to najważniejsza przyczyna epidemii chorób przewlekłych, w tym raka, cukrzycy i chorób serca. — Były tylko jedne badania w latach 90-tych, i to dotyczące syntetycznych witamin, które przyniosły negatywne rezultaty — tłumaczy dr Verkerk. — Potem poddawano je metaanalizie, czyli analizie analizy, i pojawiały się wciąż nowe artykuły, co sprawiało wrażenie, jakby tezę o szkodliwości witamin popierały kolejne badania. Przy tym skrzętnie pomijano informacje, że negatywne wyniki dotyczyły sztucznie wyizolowanych i bardzo wysoko dozowanych składników odżywczych ludziom chorym. Czyli mówiąc inaczej — ogromnych dawek syntetycznych witamin.

Gdy w 1994 roku podobne regulacje Kodeks chciał wprowadzić w USA rękami rządowej Agencji ds. Żywności i Leków (FDA), powstał olbrzymi ruch konsumencki, a protestom nie było końca. W kampanię na rzecz wolności opieki zdrowotnej zaangażowali się nawet aktorzy, m.in. Sharon Stone i Mel Gibson , a Kongres zarzucono listami i telefonami — dziennie odbierano ich tam milion. Efektem społecznego buntu było stworzenie ustawy znanej jako DHSEA, broniącej swobodnego dostępu do naturalnych suplementów. Kodeks poniósł porażkę za oceanem, więc wyciągnął ręce w stronę Europy. Czy uśpione kraje UE sprostają zadaniu i zaprotestują?

Walka z Goliatem

Kodeks posuwa się jeszcze dalej: zabrania informowania, że codzienna zrównoważona dieta oparta na żywności konwencjonalnej nie dostarcza wystarczającej ilości składników odżywczych. To niczym kneblowanie ust, bo jak podkreślają przedstawiciele Kampanii Natura bez Granic, w krajach rozwiniętych poziom mikroelementów w codziennej diecie może być ponad połowę niższy od potrzeb organizmu. Jest to związane z wyjałowieniem gleby spowodowanym przez intensywne rolnictwo, stosowaniem w rolnictwie substancji chemicznych i modyfikowanych genetycznie oraz przetwarzaniem żywności, czyli dodatkami chemicznymi i napromieniowaniem, a także wydłużającym się czasem od zbiorów do spożycia przez konsumenta. Tylko w Wielkiej Brytanii w ciągu półwiecza poziom kluczowych minerałów w owocach i warzywach zmniejszył się o 70 proc. Ale kto nie będzie wiedział, że konwencjonalna dieta nie pokrywa zapotrzebowania organizmu, nie będzie się domagał suplementów.

Zapobieganie chorobom nie leży w interesie przemysłu farmaceutycznego, a kontrolowany przez niego Kodeks wypowiedział wojnę medycynie naturalnej — uważa dr Matthias Rath uznany przez dwukrotnego noblistę Linusa Paulinga za swego następcę. Istnienie tego przemysłu zależy od istnienia i rozwijania się chorób. Produkuje on leki, które nie mogą likwidować chorób, bo to podkopałoby podstawy jego istnienia. Według Ratha 80% obecnych na rynku farmaceutyków nie ma dowiedzionej skuteczności i działa tylko objawowo. Więc choroby się rozwijają, mimo że medycyna naturalna ma na nie sposób. Dr Verkerk dodaje: „Strachu używa się do pobudzenia sprzedaży i nigdzie nie robi się tego tak bezwstydnie jak w sferze medycyny i pożywienia. Zostaliśmy uzależnieni od leków, co pokazuje olbrzymia liczba przepisywanych corocznie recept”. Stajemy się niemi, „wmawia się nam nieumiejętność zapobiegania chorobom oraz leczenia ich i popycha się całe narody do klękania przed ołtarzem przemysłu farmaceutycznego”.

W Stanach Zjednoczonych co roku umiera 106 tys. osób z powodu prawidłowego zażycia prawidłowo przepisanych leków . W ciągu 23 lat daje to blisko 2,5 miliona zgonów. W tym samym okresie, jak wynika z badań, odnotowano tylko 10 przypadków śmiertelnych z powodu użycia witamin — powodu rzekomego, bo nigdy tego dokładnie nie zbadano. — Jeśli przejrzymy literaturę medyczną z ostatnich 65-75 lat, to okaże się, że są tysiące artykułów wykazujących, że wysokie dawki minerałów leczą choroby — mówi Andrew W. Saul, dietetyk i wykładowca, jeden z redaktorów „Journal of Orthomolecular Medicine”. — Ale niektóre publikacje są niedostępne, ponieważ wydrukowano je w magazynach, których Narodowa Biblioteka Medyczna (USA) nie chce skatalogować. Żadnej naszej publikacji z ostatnich 41 lat, setek artykułów, Biblioteka nie skatalogowała, choć mieni się największą biblioteką medyczną świata. Istnieją zatem pisma medyczne, które są na czarnej liście. Czy to nie jest interesujące? — pyta .

Genetyczne oszustwo

Patenty na leki oraz dążenie do wyeliminowania terapii naturalnych, których opatentować się nie da, to nie jedyny obszar, nad którym wielkie korporacje chcą przejąć kontrolę. Kodeks, realizując strategie koncernów biotechnologicznych, dąży do sytuacji, w której konsument nie będzie informowany, że produkt, który zamierza kupić, jest częściowo lub w całości modyfikowany genetycznie — ostrzegają twórcy Kampanii Naturalne Nielegalne!? Nigdy!

Wytyczne Kodeksu z 2003 roku stały się podstawą regulacji prawnych w USA, Kanadzie i Argentynie, będących światowymi gigantami upraw GMO (w USA i Kanadzie nie ma już tradycyjnych nasion rzepaku czy kukurydzy). Są prowadzone prace, by usankcjonować sprzedaż produktów modyfikowanych genetycznie we wszystkich krajach członkowskich WTO. Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności mimo protestów dopuścił kukurydzę GM (odmiana MON 810) do upraw i sprzedaży w Polsce. — Konkurentom zagranicznym może zależeć na wymuszeniu na Polsce zgody na uprawy GMO, by podważyć nasz atut czystej ekologicznie i genetycznie żywności — mówi prof. dr hab. Tadeusz Żarski z Katedry Biologii i Środowiska Zwierząt SGGW. — Tradycyjne gatunki i stare odmiany roślin to nasze bogactwo biologiczne, które Polska wniosła do zubożałej rolniczo poprzez masowe stosowanie chemizacji rolnictwa zachodniej Europy.

Uprawa GMO to wyrok śmierci dla rolnictwa ekologicznego i tradycyjnego, gdyż te uprawy nie mogą obok siebie współistnieć — ostrzega dr inż. Roman Andrzej Śniady z Katedry Kształtowania Agroekosystemów Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu, członek Komisji Sterującej Koalicji Polska Wolna od GMO. Pyłki roślin GM mogą z wiatrem pokonać setki kilometrów i krzyżować się z konwencjonalnymi roślinami. Tego procesu nie da się przerwać. To technologia, która opanowuje, zanieczyszcza, psuje i w ostatecznym rozrachunku niszczy naturalne gatunki. Koegzystencja jest niemożliwa. — Skażenie genetyczne to coś zupełnie innego niż skażenie chemiczne, które przez własną głupotę rozpowszechniamy od 50 lat — tłumaczy norweski naukowiec Terje Traavik, który do końca lat 80-tych był jednym z najbardziej zagorzałych zwolenników inżynierii genetycznej. — Rzecz w tym, że chemikalia nie potrafią się same rozmnażać. Nawet największe skażenie chemiczne z czasem maleje, podczas gdy w technologii genetycznych modyfikacji jest dokładnie na odwrót. DNA może się w zasadzie rozmnażać samodzielnie, a więc możliwe jest, że początkowo niewielkie skażenie rozrośnie się z czasem do olbrzymich rozmiarów. I położy kres produkcji żywności wolnej od GMO. Naukowcy podkreślają, że technologie GM używają bardzo agresywnych rakotwórczych wirusów, które podlegają szybkiej mutacji i z czasem mogą powstawać z nich nowe groźne zarazki o niedających się przewidzieć konsekwencjach.

Wpływ organizmów GM na nasze zdrowie nie jest wbrew zapewnieniom obojętny. Zwierzęta karmione takimi paszami i roślinami chorują i zdychają. Są rośliny GM, które produkują silną truciznę zabijającą owady — wszystkie, zarówno szkodniki, jak i te pożyteczne, np. pszczoły. Toksyna ta jest również trująca dla ludzi i zwierząt, doprowadza do chorób, w tym nowotworowych. Pyłek tych roślin może powodować silne alergie. U szczurów karmionych genetycznie zmodyfikowaną kukurydzą zauważono m.in. podwyższony poziom białych krwinek, niższy poziom czerwonych krwinek, zaburzenia pracy nerek i wątroby i znaczący wzrost poziomu cukru we krwi. Podawanie soi GM ciężarnym samicom powodowało wysoką śmiertelność oraz zaburzenia wzrostu u ich potomstwa — ponad połowa zmarła w ciągu trzech tygodni. Co ciekawe, w trzecim pokoleniu szczurzyce stawały się bezpłodne. Problemy z płodnością miało też 80% macior karmionych paszą zawierającą GMO.

Depopulacja?